Ameryka na baryłkach. Dlaczego Trump dziś gra ostro jak nigdy wcześniej

Oil

Źródło: inhabitat.com

Jeszcze kilka lat temu każdy ostrzejszy ruch Waszyngtonu oznaczał nerwowe pytania o ceny paliw. Dziś ten strach zniknął. Donald Trump znów mówi twardo, bez wahania grozi sankcjami i nie boi się eskalacji napięć na globalnej scenie. Skąd ta pewność siebie? Odpowiedź prowadzi prosto na pola naftowe.

Ropa, która daje polityczną odwagę

Stany Zjednoczone są obecnie największym producentem ropy na świecie. To fakt, który diametralnie zmienia reguły gry. Skoro surowca jest pod dostatkiem, presja wewnętrzna słabnie. A gdy nie ma presji, politycy mogą pozwolić sobie na więcej.

– „Trump wie, że nawet jeśli podkręci konflikt, Amerykanie nie zobaczą nagle szoku na stacjach benzynowych” – ocenia jeden z analityków rynku energii cytowany przez Axios.

Dlatego właśnie Biały Dom może ostrzej reagować na Iran, a jednocześnie sięgać po Wenezuelę. Co więcej, światowy rynek ropy pozostaje w stanie nadpodaży, więc każde amerykańskie uderzenie polityczne nie wywołuje już takiej paniki jak dawniej.

Szczelinowanie zmieniło wszystko

Ten punkt zwrotny nastąpił około 15 lat temu. Wtedy ruszyła na dobre rewolucja szczelinowa, która pozwoliła wydobywać ropę z łupków. W efekcie amerykańska produkcja niemal się potroiła.

Dziś USA pompują blisko 14 mln baryłek dziennie. Tymczasem Wenezuela, mimo gigantycznych złóż, wydobywa zaledwie ułamek tej ilości. Co istotne, jeszcze w 2007 roku sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Wówczas to Caracas znacjonalizowało aktywa ExxonMobil i ConocoPhillips, a Stany Zjednoczone były znacznie bardziej zależne od importu.

Daniel Yergin, jeden z najbardziej wpływowych ekspertów rynku energii, mówi wprost:
– „Ameryka odzyskała energetyczną pewność siebie. A to natychmiast przekłada się na politykę”.

Źródło: X / @JarrettRenshaw

Wenezuela jako test siły

Trump zapowiedział, że USA mają przez lata zarządzać wydobyciem w Wenezueli. Padły konkretne liczby – od 30 do 50 mln baryłek w pierwszej transzy. Ropa, która dotąd trafiała do Chin, ma zostać przekierowana do Stanów Zjednoczonych.

Na papierze wygląda to jak polityczny triumf. Jednak w praktyce entuzjazm szybko stygnie. Amerykańskie koncerny naftowe nie są zachwycone.

– „Nikt nie chce inwestować tam, gdzie jeden losowy tweet może zmienić całą strategię państwa” – przyznaje anonimowo inwestor cytowany przez „Financial Times”.

I trudno się dziwić. Ryzyko polityczne jest ogromne, a koszty wydobycia należą do najwyższych na świecie.

Giganci mówią: to się nie spina

Zarówno ExxonMobil, jak i ConocoPhillips podchodzą do pomysłu Trumpa z dużą rezerwą. Z jednej strony wiedzą, że prezydent nie lubi sprzeciwu. Z drugiej — liczby są bezlitosne.

– „Przy cenie 60 dolarów za baryłkę wenezuelska ropa ledwo wychodzi na zero” – tłumaczy analityczka rynku energii Ellen Wald.

Co więcej, odbudowa tamtejszego sektora naftowego wymagałaby miliardowych inwestycji i lat stabilnej polityki. Tymczasem Wenezuela stabilna nie jest. Dlatego, choć publicznie firmy milczą, w kuluarach słychać wyraźne wątpliwości.

– „To nie projekt biznesowy. To polityczna ruletka” – miał powiedzieć jeden z menedżerów podczas zamkniętego spotkania.

Trump kontra naftowe imperium

I właśnie tutaj zaczyna się prawdziwe starcie. Trump ma polityczną wolę i tanią ropę u siebie. Jednak bez wsparcia wielkiego biznesu jego plany mogą pozostać tylko deklaracją.

Historia pokazuje, że amerykański sektor naftowy potrafi skutecznie naciskać na władzę. Daniel Yergin w książce The Prize przypomina, że firmy energetyczne wielokrotnie wpływały na losy wyborów i decyzje Białego Domu.

Źródło: Andrew Leyden / ZUMA Press Wire / Shutterstock

Trump gra więc va banque. Pytanie tylko, jak długo potrwa ta pewność siebie.

A Ty co o tym myślisz? Czy ropa rzeczywiście daje dziś politykom nieograniczoną swobodę, czy to tylko chwilowe złudzenie siły?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *