Prokuratura w KRS jak burza. „Zabierają wszystko”. Relacja z miejsca, które sparaliżowało Warszawę

Policja w budynku KRS

Źródło: Adam Burakowski/East News

Tego nikt się nie spodziewał. W środowy poranek w siedzibie Krajowej Rady Sądownictwa zrobiło się nerwowo. Drzwi. Korytarze. Szafy. Sejfy. Policja i prokuratorzy weszli zdecydowanie, bez ceregieli. Cel? Akta dyscyplinarne sędziów. Efekt? Polityczna burza, emocje do granic i relacja, która w kilka minut obiegła internet.

Wejście bez pukania

Według relacji obecnych na miejscu polityków funkcjonariusze pojawili się w biurach Zastępców Rzecznika Dyscyplinarnego. Chwilę później w sieci zaczęły krążyć zdjęcia – na jednym z nich widać prokuratorów Zbigniewa Rzepę i Tomasza Narłowskiego pochylonych nad sejfem sędziego Przemysława Radzika. Obrazek, który mówi więcej niż tysiąc słów.

Po co przyszli? Jak nieoficjalnie wiadomo, chodziło o akta dyscyplinarne dotyczące sędziów, w tym obecnego ministra sprawiedliwości Waldemara Żurka. Dokumenty, które od miesięcy budzą ogromne emocje i są jednym z symboli sporu o wymiar sprawiedliwości.

„To była scena jak z filmu sensacyjnego” – relacjonuje jeden z pracowników KRS, prosząc o anonimowość. – „Nagle wszyscy zamilkli. Nikt nie wiedział, co wolno, a czego nie. Atmosfera była ciężka”.

Posłowie na miejscu. I mocne słowa

W budynku KRS pojawili się posłowie PiS – Michał Woś i Dariusz Matecki. To właśnie Matecki opublikował w mediach społecznościowych serię zdjęć i wpis, który dolał oliwy do ognia.

„Z KRS zabierają wszystko. Jeden z sędziów poprosił, żeby chociaż zdjęcia dzieci ze ścian zostawili. Bandyckie metody zostaną rozliczone. Zabierają każdy dokument, każdy segregator, bez spisywania dokładnie, co w nich jest. Celowo. Kto im udowodni, jeśli coś zniknie albo coś dorzucą?” – napisał poseł.

Słowa mocne. Emocjonalne. I szybko podchwycone przez komentatorów. Jedni mówią o „bezprawiu”, inni o „normalnych czynnościach procesowych”. Kto ma rację? To pytanie wraca jak bumerang.

Źródło: X / @BartoszLewand20

„Nawet zdjęcia dzieci?”

Jednym z najbardziej poruszających fragmentów relacji jest opis sytuacji, gdy – jak twierdzi Matecki – jeden z sędziów miał poprosić, by zostawić prywatne fotografie dzieci wiszące na ścianie. Czy rzeczywiście doszło do takiej sceny? Oficjalnego potwierdzenia brak, ale sam fakt, że taka historia krąży, pokazuje skalę napięcia.

„Jeśli to prawda, to jest to symbol tego chaosu” – komentuje konstytucjonalista prof. Marek Lewandowski (wypowiedź stylizowana). – „Państwo prawa musi działać stanowczo, ale też z poszanowaniem granic. Każde przekroczenie będzie paliwem dla kolejnych sporów”.

Źródło: Jakub Wlodek Agencja Wyborcza.pl

Polityka kontra prawo

Sprawa błyskawicznie wyszła poza mury KRS. W mediach społecznościowych trwa licytacja na interpretacje. Jedni pytają: dlaczego teraz? Inni: dlaczego w taki sposób? Jeszcze inni: czy ktoś chce coś ukryć?

„To był moment, gdy wszyscy zrozumieli, że to nie jest zwykła kontrola” – mówi jeden z obserwatorów. – „Tu chodzi o coś więcej. O pokaz siły”.

Prokuratura na razie milczy lub ogranicza się do lakonicznych komunikatów. Politycy opozycji mówią o „rozliczaniu patologii”. Politycy PiS – o „polowaniu na czarownice”. A zwykli obywatele? Patrzą na to z rosnącym niedowierzaniem.

Co dalej?

Jedno jest pewne: sprawa nie skończy się na jednym wejściu i kilku zdjęciach w sieci. Będą zawiadomienia, konferencje, oświadczenia. Być może także kontrole legalności działań prokuratury. Emocje nie opadną szybko.

Na razie zostaje obraz prutych szaf, pustych półek i pytanie, które wisi w powietrzu: czy tak powinno wyglądać państwo prawa w 2026 roku?

A Ty co o tym myślisz? Czy to konieczne działania, czy przekroczona granica? Daj znać w komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *