Źródło: YouTube – Konfederacja
Jeszcze kilka dni temu mówili, że stoją z boku. Że to inicjatywa obywatelska. Że polityka powinna trzymać się na dystans. W piątek wszystko się jednak zmieniło. Konfederacja oficjalnie dołączyła do zbiórki podpisów pod referendum w sprawie odwołania prezydenta Krakowa Aleksandra Miszalskiego oraz całej Rady Miasta. I zrobiła to w sposób, który trudno było przeoczyć.
Przed głównym gmachem Urzędu Miasta Krakowa ustawiły się kamery, mikrofony, działacze i przechodnie, którzy nagle zwolnili krok. Ktoś kręcił telefonem. Ktoś inny komentował półgłosem: „No, tego to się nie spodziewałem”. Atmosfera? Gęsta. Emocje? Wyraźnie wyczuwalne.
To była pierwsza konferencja prasowa całej Konfederacji poświęcona referendum, które jeszcze kilka dni temu miało być wyłącznie „oddolnym głosem mieszkańców”.
„Nie chcieliśmy partyjniactwa. Serio”
– Nie ogłaszaliśmy tego wcześniej ze względu na dobro tej inicjatywy – tłumaczył poseł Konfederacji Konrad Berkowicz. – To miała być sprawa krakowian. Bez partyjnych szyldów, bez warszawskiej polityki.
Brzmiało szczerze. Przynajmniej dla części słuchających. Problem w tym, że polityka – jak to często bywa – przyszła sama.
Gdy swoje poparcie dla referendum zaczęły deklarować kolejne ugrupowania: Ruch Narodowy, stowarzyszenie Kraków dla Mieszkańców Łukasza Gibały, a potem także politycy Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacja uznała, że dłużej udawać neutralności się nie da.
– Skoro inni już mówią wprost, to my też nie będziemy się chować – rzucił Berkowicz. – Nowa Nadzieja, a więc cała Konfederacja, bierze aktywny udział w referendum przeciwko Aleksandrowi Miszalskiemu.
I wtedy padło zdanie, które szybko obiegło media społecznościowe.
– Krytykowałem Jacka Majchrowskiego latami, ale po kilku miesiącach rządów Miszalskiego… zaczynam za nim tęsknić.
Część publiczności roześmiała się nerwowo. Ktoś klasnął. Ktoś pokręcił głową. To był ten moment.
„To nie polityka. To codzienne życie”
Jeszcze ostrzej mówił Bartosz Bocheńczak, jeden z liderów Konfederacji w Małopolsce. Według niego referendum nie jest żadną grą partyjną, tylko reakcją na konkretne decyzje władz miasta.
– Zwężane ulice, droższe bilety, rekordowe zadłużenie, rozszerzana strefa płatnego parkowania, Strefa Czystego Transportu – wyliczał. – Ludzie widzą to na co dzień. W korkach. W portfelach. Na parkingach.
Jak dodał, działacze Konfederacji już wcześniej pomagali w zbiórce podpisów, tyle że bez logo i flag.
– Jako wolontariusze. Po cichu. Dziś możemy przekazać organizatorom prawie trzy tysiące podpisów – zapowiedział. – A to dopiero początek.
Źródło: X / @cojestnietakzkr
Mróz? Śnieg? „To nas nie zatrzyma”
Swojego entuzjazmu nie krył też Krzysztof Bosak. Lider Ruchu Narodowego i wicemarszałek Sejmu zapowiedział w mediach społecznościowych intensyfikację działań w terenie.
„Mróz i śnieg nie powstrzymają zbiórki” – napisał, przypominając o zadłużeniu miasta i, jak to ujął, „strefie zakazu wjazdu dla tańszych samochodów”.
– „Widziałem ludzi zbierających podpisy przy Rynku. Zmarznięci, ale zdeterminowani” – mówi nam jeden z przechodniów. – „Nie wszyscy są za referendum, ale wszyscy mają już swoje zdanie. I to chyba najważniejsze”.
12 tysięcy podpisów w trzy dni. I co dalej?
Lider komitetu referendalnego, adwokat Jan Hoffman, przekazał w piątek dobrą wiadomość dla inicjatorów: ponad 12 tysięcy podpisów w zaledwie trzy dni. To dużo. Ale do minimum jeszcze daleko. Potrzeba co najmniej 60 tysięcy ważnych podpisów, czyli 10 procent uprawnionych do głosowania krakowian. Czas? Do końca marca.
Jeśli jednak tempo się utrzyma, wniosek może trafić do komisarza wyborczego już na przełomie lutego i marca. A wtedy zegar ruszy na serio. Referendum możliwe w maju lub na początku czerwca. Warunek? Frekwencja. Bez niej nic się nie wydarzy.
Źródło: X / @Adam_Berkowicz_
– „To będzie test nie tylko dla prezydenta, ale dla całego miasta” – ocenia politolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego. – „Czy krakowianie są gotowi wyjść z domów i powiedzieć: tak, chcemy zmiany”.
I tu pojawia się pytanie, które dziś słychać na ulicach coraz częściej.
Czy to faktycznie obywatelski bunt, czy już pełnoprawna polityczna rozgrywka? A może jedno i drugie naraz?
A Ty co o tym myślisz?

Cześć! Nazywam się Robert Żyła i jestem dziennikarzem w RelNews. Na co dzień zajmuję się tworzeniem treści, które pomagają czytelnikom lepiej zrozumieć otaczający nas świat — od aktualnych wydarzeń społecznych po inspirujące historie ludzi z pasją .
W pracy stawiam na rzetelność, klarowność i nowoczesne podejście do informacji. Lubię łączyć klasyczny styl dziennikarski z nowymi formami przekazu — czy to w reportażu, wywiadzie czy analizie.
Najbardziej cenię sobie moment, gdy dobrze zadane pytanie prowadzi do szczerej, poruszającej odpowiedzi. Poza redakcją interesuję się fotografią, mediami cyfrowymi i podróżami — bo wierzę, że każdy nowy kadr i każda rozmowa uczą mnie czegoś o świecie i o sobie..
