Pędził 200 km/h i nagle zmienia narrację. Mejza zaskakuje deklaracją na antenie

Poseł Łukasz Mejza

Źródło: East News | Jacek Slomion/REPORTER

Jeszcze kilka minut wcześniej rozmowa toczyła się spokojnie. Standardowe pytania, standardowe odpowiedzi, standardowe polityczne uniki. Jednak nagle – bum. Łukasz Mejza, poseł PiS, wypowiada słowa, które natychmiast obiegają internet.

„Ja się teraz od pana redaktora o tym dowiedziałem, więc zrzekam się immunitetu” – rzuca na antenie RMF FM.

Zapadła cisza. Taka, którą słychać nawet w radiu. Bo tego zwrotu akcji nie przewidział chyba nikt. Ani słuchacze, ani dziennikarz, ani – co więcej – sam zainteresowany jeszcze kilka godzin wcześniej.

Źródło: X / @RMF24pl

200 km/h na S3. Szybciej niż zdrowy rozsądek

Sprawa ciągnie się od jesieni 2025 roku. Trasa S3 w okolicach Polkowic. Pusta droga, dobra widoczność, mocny samochód. I licznik, który – według policyjnych pomiarów – pokazuje aż 200 km/h.

Za kierownicą: Łukasz Mejza.

Początkowo poseł deklarował, że „sprawę załatwi szybko”. Mandat? Oczywiście. Odpowiedzialność? Jak najbardziej. Jednak czas mijał, a sprawa ani drgnęła. Powód? Immunitet parlamentarny.

„To klasyczny przykład, jak prawo, które ma chronić demokrację, bywa tarczą przed konsekwencjami” – mówi nam jeden z ekspertów ds. prawa konstytucyjnego. – „Ale tylko wtedy, gdy polityk naprawdę chce się za nią schować”.

Tajemnicze awiza i listy, których nikt nie odbierał

Kancelaria Sejmu próbowała kontaktu. Raz. Drugi. Trzeci. Listy szły, awiza wracały. Pierwsza próba w listopadzie 2025 roku. Ostatnia – 31 grudnia. Wszystkie pisma wróciły z adnotacją: „niepodjęte w terminie”.

Gdy reporter RMF FM Krzysztof Zasada zapytał posła wprost, dlaczego od miesięcy nie odbiera korespondencji, odpowiedź była zaskakująca.

„Nie wiedziałem o żadnym wniosku” – przekonywał Mejza. – „Sejm nie dopełnił formalności”.

I właśnie wtedy padło pytanie, które zmieniło wszystko. Dziennikarz uświadomił politykowi, że dokumenty… czekają na niego od dwóch miesięcy.

„To ja się zrzekam”. Jedno zdanie, wielkie poruszenie

Reakcja była natychmiastowa. Bez konsultacji, bez przerwy reklamowej, bez narady z doradcami.

„Skoro tak, to zrzekam się immunitetu” – oznajmił poseł PiS.

Internet oszalał. Jedni bili brawo, natomiast inni pytali: „Dlaczego dopiero teraz?”. Jeszcze inni nie kryli ironii.

„Jakby każdy mógł się dowiadywać o pismach od dziennikarzy, to listonosze byliby bezrobotni” – żartował jeden z internautów.

Sam Mejza zaprzecza, jakoby unikał odpowiedzialności. Twierdzi, że chce ponieść konsekwencje i zapłacić za swoje wykroczenie jak każdy obywatel.

Źródło: X / @KonradPiasecki

I co dalej? Emocje emocjami, ale procedury są twarde

Jedno trzeba powiedzieć jasno: deklaracja na antenie radia to jeszcze nie finał. Dlatego potrzebny jest formalny, pisemny dokument. Oświadczenie o zrzeczeniu się immunitetu musi trafić do Marszałka Sejmu.

Dopiero wtedy policja będzie mogła wystawić mandat albo skierować sprawę do sądu. Bez tego – nawet 200 km/h pozostaje tylko medialnym nagłówkiem.

„To test wiarygodności” – słyszymy od jednego z sejmowych obserwatorów. – „Albo pójdzie za słowami, albo zostanie z etykietą polityka, który rzuca deklaracje pod presją mikrofonu”.

Moment prawdy dla polityka. A dla nas?

Czy to szczery gest, czy reakcja na medialny nacisk? A może zwykły odruch, gdy nie ma już gdzie uciec?

Jedno jest pewne: ta sprawa pokazuje, jak cienka bywa granica między władzą a odpowiedzialnością. Dodatkowo, pokazuje, jak bardzo wyborcy patrzą dziś politykom na ręce. Nawet na kierownicę.

A Ty co o tym myślisz? Czy immunitet powinien chronić przed mandatem za prędkość? Czy to był akt odwagi, czy wymuszony ruch? Daj znać w komentarzach.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *