Atak, którego nie było – ale mógł sparaliżować kraj. Tusk ujawnia kulisy cyberuderzenia w energetykę

Donald Tusk

Źródło: PAP/Tomasz Gzell

To nie był scenariusz filmu sensacyjnego. To wydarzyło się naprawdę. I mogło skończyć się bardzo źle. Donald Tusk po raz pierwszy tak otwarcie opowiedział o próbie cyberataku na polską energetykę. Stawka? Ciepło w środku zimy dla setek tysięcy ludzi.

„Polska się obroniła”. Ale było o krok od kryzysu

Czwartkowa konferencja prasowa premiera zaczęła się spokojnie. Bez fajerwerków. Bez nerwowych gestów. Ale im dłużej Donald Tusk mówił, tym bardziej było jasne, że to nie była rutynowa informacja dla mediów.

Pod koniec 2025 roku doszło do cyberataków na infrastrukturę energetyczną. Polska obroniła się — powiedział premier. I dodał coś, co sprawiło, że na sali zapadła cisza: — Gdyby atak się powiódł, nawet pół miliona ludzi mogłoby zostać pozbawionych ciepła.

Pół miliona. Zimą. Bez ogrzewania. Wystarczy chwila, by wyobraźnia zaczęła pracować.

Źródło: YouTube / @DonaldTusk

Co dokładnie było celem ataku?

Jak potwierdzili minister cyfryzacji Krzysztof Gawkowski i minister energii Miłosz Motyka, atak był precyzyjny i dobrze przygotowany. Nie chodziło o wielki blackout w całym kraju. To nie ten scenariusz. Chodziło o coś bardziej podstępnego.

Sprawcy chcieli zakłócić komunikację między instalacjami wytwórczymi a operatorami sieci — tłumaczył Gawkowski.
Na celowniku znalazła się jedna elektrociepłownia oraz wiele rozproszonych źródeł OZE w różnych częściach Polski.

Eksperci mówią wprost: to nowy typ zagrożenia. Cichy. Niewidoczny. I bardzo trudny do wykrycia.

To nie jest atak, który od razu gasi światło — mówi nam anonimowo specjalista ds. cyberbezpieczeństwa energetycznego. — To raczej sabotaż, który powoduje chaos w zarządzaniu siecią. A chaos w energetyce to bardzo niebezpieczna rzecz.

Rosyjski ślad? „Nie możemy być naiwni”

Premier nie wskazał sprawców palcem. Ale też nie pozostawił złudzeń.

Nie ma twardych dowodów, ale wiele na to wskazuje, że były to grupy powiązane z rosyjskimi służbami — powiedział Tusk. — Nie możemy lekceważyć takich sygnałów.

To zdanie padło kilka razy. Jakby premier chciał je wbić do głowy opinii publicznej.

Dziś to był cyberatak. Jutro może to być coś więcej — skomentował jeden z dziennikarzy po konferencji. — To już nie jest abstrakcja.

Źródło: X / @donaldtusk

„Nikt się tego nie spodziewał”. Reakcje i emocje

W kuluarach mówiło się, że skala zagrożenia zaskoczyła nawet część rządu. Jeden z urzędników, z którym rozmawialiśmy, przyznał:
Wiedzieliśmy, że próby są. Ale nie, że aż tak blisko realnych konsekwencji.

W mediach społecznościowych zawrzało. Jedni chwalą rząd za skuteczną obronę. Inni pytają: a co, jeśli następnym razem się nie uda?

Dobrze, że się obroniliśmy, ale dlaczego dowiadujemy się o tym dopiero teraz? — napisała jedna z użytkowniczek.
To pokazuje, w jakich czasach żyjemy — odpowiada ktoś inny. — Wojny już nie zaczynają się od czołgów.

Berlin ostrzeżeniem dla Polski

Tusk przypomniał też przykład Berlina. Na początku stycznia w dzielnicy Steglitz-Zehlendorf atak na infrastrukturę energetyczną pozbawił prądu około 45 tys. gospodarstw domowych. Tam wystarczyło podpalenie mostu kablowego.

To się dzieje tu i teraz. W Europie. Nie gdzieś daleko — mówił premier. — Dlatego musimy być czujni.

I trudno się z tym nie zgodzić.

Źródło: Valentin Baciu/Shutterstock

Cisza po słowach, które dają do myślenia

Gdy konferencja dobiegła końca, nikt nie bił braw. Nie było triumfalizmu. Raczej poczucie ulgi… i niepokoju.

Bo choć Polska obroniła się tym razem, to pytanie wisi w powietrzu:
czy następnym razem też się uda?

A Ty?
Czujesz się dziś bezpieczniej, wiedząc, że atak został odparty — czy raczej bardziej zaniepokojony, że ktoś był tak blisko?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *