Nowa mapa polskiej przyszłości. Tusk odpala „Radę Przyszłości” – i stawia wszystko na przyspieszenie

Źródło: port.gdynia.pl

Stulecie Gdyni miało być rocznicą jak wiele innych. Tymczasem stało się sceną politycznego przełomu. Wiatr od morza mieszał się z napięciem, kamery błyskały, a w pierwszych rzędach widać było ludzi, którzy zwykle trzymają się z dala od polityki.

Gdy Donald Tusk wszedł na mównicę, na chwilę zapadła cisza. Dopiero potem padły słowa, które poderwały salę:

Powołujemy Radę Przyszłości. Chcemy, żeby Polska była liderem. Nie doganiaczem. Liderem.

Brawa wybuchły natychmiast. Kilku młodych ludzi wstało, ktoś gwizdnął, ktoś inny krzyknął „nareszcie!”.

– „To był moment, gdy naprawdę uwierzyłem, że ktoś słucha mojego pokolenia” – mówił później Kuba, 26-letni student informatyki z Gdańska. – „Nie marketing. Coś realnego”.

„Polska stała się trendy” – ale co to właściwie znaczy?

Premier mówił szybko, bez kartki, momentami ostro. I właśnie dlatego jego przekaz brzmiał autentycznie.

Według Tuska Polska przestała być krajem, który tylko reaguje na świat. Przeciwnie – zaczyna go współtworzyć.

Co więcej, przekonywał, że dobre skojarzenia z Polską przestały być PR-owym chwytem. Stały się codziennością w biznesie, nauce i technologii.

Jednocześnie podkreślał coś ważnego: bycie „w czołówce” go nie interesuje. Chce być na pierwszym miejscu.

Źródło: X / @Obywatelska_KO

2026 – rok przyspieszenia, nie obietnic

Tu Tusk był bezlitosny wobec samego państwa.

Najpierw mówił, że przez lata Polska rosła… ale zbyt zachowawczo. Potem dodał, że to musi się skończyć.

Dlatego padło zdanie, które wielu zapamięta:

Rok 2026 musi być rokiem turbo. Rokiem skoku do przodu.

Źródłem tej zmiany mają być młode umysły – programiści, naukowcy, inżynierowie, startupowcy. Nie urzędy. Nie biurokracja.

Z kolei jeden z uczestników konferencji, prosząc o anonimowość, rzucił półżartem:
– „To nie rada do robienia zdjęć. To rada ludzi, którzy już zmienili świat”.

Źródło: X / @KPRM_CIR

Czym właściwie jest Rada Przyszłości?

Tu pojawia się pewien paradoks.

Kancelaria Premiera ogłosiła jej powołanie, jednak nie podała szczegółowych kompetencji. Brzmi jak chaos? Może.

Mimo to wiele wskazuje, że to celowy zabieg. Zamiast sztywnej struktury – elastyczne ciało doradcze z realnym wpływem na strategię państwa.

Pracami Rady pokieruje minister finansów Andrzej Domański. I nie przez przypadek.

Podczas konferencji mówił wprost:

Jesteśmy w TOP 20 największych gospodarek świata. Ale to nie sukces. To dopiero baza.

W efekcie Rada ma pomóc zbudować suwerenność technologiczną – czyli zdolność do tworzenia kluczowych technologii w kraju, a nie importowania ich z zagranicy.

Dream team, jakiego Polska jeszcze nie miała

Skład Rady robi wrażenie nawet na największych sceptykach.

Z jednej strony mamy kosmos:

  • Rafał Modrzewski (ICEYE) – satelity obserwacyjne.
  • Sławosz Uznański-Wiśniewski – astronauta ESA.

Z drugiej strony sztuczną inteligencję:

  • Mateusz Staniszewski (ElevenLabs).
  • Jarosław Królewski (Synerise).

Do tego biotechnologia:

  • Paweł Przewięźlikowski (Ryvu Therapeutics).
  • Marta Winiarska (BioInMed).

Oraz obronność i przemysł:

  • Piotr Wojciechowski (WB Electronics).

Ponadto w Radzie zasiądą eksperci od algorytmów, finansów i data science.

„To skład, który mógłby doradzać nie tylko Polsce, ale całej Unii” – komentowała jedna z przedsiębiorczyń technologicznych oglądająca konferencję online.

Odporność – nowe słowo klucz

Minister Domański powtarzał jedno pojęcie jak refren: odporność.

Chodzi o gospodarkę, która przetrwa kryzysy, wojny handlowe i technologiczne wstrząsy. Dlatego w Radzie dominują eksperci od AI, kosmosu i technologii dual-use.

Bo świat już nie konkuruje tylko ceną. Rywalizuje wiedzą, danymi i technologią.

A zatem – kto nie inwestuje dziś, ten przegrywa jutro.

Entuzjazm… i mocny sceptycyzm

Nie wszyscy są zachwyceni.

Jedna z popularnych komentatorek na X napisała:

„Piękne słowa. Teraz czekam na budżet, programy i konkretne decyzje”.

I trudno się z tym nie zgodzić.

Moment, który może zmienić wszystko – albo nic

Gdy konferencja dobiegała końca, w sali panowała dziwna mieszanka emocji: ekscytacja, ale też niepewność.

Ktoś obok mnie podsumował to idealnie:
– „Albo za pięć lat będziemy mówić: tu wszystko się zaczęło. Albo: tu zmarnowano wielką szansę”.

Bo Rada Przyszłości to nie tylko inicjatywa. To test.

Test dojrzałości państwa. Test odwagi politycznej. Test zaufania do młodego pokolenia.

Gra o przyszłość właśnie wystartowała

Polska stoi dziś na rozdrożu. Może być tanim podwykonawcą Zachodu – albo własnym centrum innowacji.

Może kopiować innych – albo wyznaczać trendy.

Rada Przyszłości nie gwarantuje sukcesu. Ale daje szansę, której wcześniej nie było.

I dlatego najważniejsze pytanie brzmi:

Czy Polska wykorzysta ten moment… czy znów go przegapi?

A Ty co o tym myślisz – entuzjazm czy ostrożność?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *