Źródło: Tomasz Jastrzebowski/REPORTER
Gdzie kończy się wymiar sprawiedliwości, a zaczyna teatr polityczny? Piątkowa decyzja Prokuratury Krajowej o wydaniu listu gończego za Zbigniewem Ziobrą wstrząsnęła sceną publiczną. Jedni mówią o „konsekwentnym egzekwowaniu prawa”. Inni — o bezprecedensowej nagonce. Sam zainteresowany od miesięcy jest na Węgrzech. A emocje w kraju? Wrą.
Decyzja, która rozgrzała Polskę do czerwoności
Było popołudnie, gdy media zaczęły migać pilnymi komunikatami. Telefony dziennikarzy dosłownie się zagotowały. „List gończy za Ziobrą” — to zdanie wybrzmiało jak grzmot.
Prokuratura Krajowa poinformowała w piątek, że uruchamia oficjalne poszukiwania byłego ministra sprawiedliwości. Powód? Czwartkowe postanowienie sądu o tymczasowym aresztowaniu i — jak czytamy w komunikacie — brak możliwości ustalenia miejsca pobytu podejrzanego w Polsce.
„Miejsce pobytu podejrzanego Zbigniewa Ziobry jest nieznane. Nie przebywa on pod żadnym znanym adresem w kraju” — przekazała prokuratura. I dodała, że Ziobro sam w mediach przyznaje, iż świadomie unika czynności procesowych.
Poszukiwania ma prowadzić Komenda Stołeczna Policji. Brzmi poważnie? Bardzo. Ale czy naprawdę ktoś wierzy, że były minister nagle zniknął jak kamfora?
W końcu od grudnia przebywa na Węgrzech — i mówi o tym otwarcie.
„To żart” — obrońca Ziobry nie gryzł się w język
Gdy decyzja stała się faktem, w sieci zawrzało. A jeden głos wybrzmiał szczególnie mocno — adwokat Ziobry, mec. Bartosz Lewandowski.
„List gończy wydany przez Prokuraturę Krajową wobec Zbigniewa Ziobry to żart” — napisał bez ogródek na X.
I nie był to spokojny komentarz. Raczej frontalny atak.
Lewandowski tłumaczył, że list gończy z art. 279 KPK stosuje się wtedy, gdy podejrzany ukrywa się w Polsce, a jego miejsce pobytu jest nieznane. Tymczasem — jak podkreśla — wszyscy wiedzą, gdzie jest Ziobro. Wiedzą media. Wie rząd. Wie Komisja Europejska. A prokuratura ma nawet jego adres na Węgrzech.
„To nie jest poszukiwanie. To spektakl” — mówił nam jeden z prawników związanych z obroną, proszący o anonimowość. „Wizerunek Ziobry i tak jest publiczny. Ten list gończy nie ma funkcji praktycznej. Ma funkcję polityczną”.
Lewandowski poszedł dalej. Stwierdził, że rozpowszechnianie wizerunku osoby objętej domniemaniem niewinności to stygmatyzacja, a cała akcja ma charakter represyjny.
„Jak tu mówić o sprawiedliwym procesie, skoro państwo najpierw wydaje wyrok medialny?” — pytał retorycznie.
Źródło: X / BartoszLewand20
Azyl u Orbána — schronienie czy polityczna twierdza?
Zbigniew Ziobro od grudnia przebywa na Węgrzech, gdzie otrzymał azyl od rządu Viktora Orbána. Nie uciekł w ciszy. Nie zniknął bez słowa. Wręcz przeciwnie — regularnie zabiera głos.
Twierdzi, że zostanie za granicą tak długo, jak długo w Polsce — jego zdaniem — nie będzie „rzeczywistych gwarancji praworządności”. Mówi o „politycznym bandytyzmie” i „bezprawiu”.
Na węgierskiej ziemi nie jest sam. Towarzyszy mu Marcin Romanowski, również objęty zarzutami w sprawie Funduszu Sprawiedliwości.
Dla jednych to duet uchodźców politycznych. Dla innych — duet ludzi uciekających przed odpowiedzialnością.
Pod hotelem w Budapeszcie, gdzie podobno miał przebywać Ziobro, spotkaliśmy polskich turystów.
„Szczerze? Nie wierzę, że to przypadek” — mówiła nam pani Katarzyna z Krakowa. „Albo jest niewinny i walczy, albo boi się procesu. Trudno to rozstrzygnąć zza granicy”.

Źródło: TVN24
O co właściwie chodzi w zarzutach?
Sprawa nie jest błaha. Prokuratura twierdzi, że Ziobro stał na czele zorganizowanej grupy przestępczej związanej z Funduszem Sprawiedliwości.
Chodzi o ustawianie konkursów na wielomilionowe dotacje, wpływanie na wyniki naborów i przekazywanie pieniędzy podmiotom, które — według śledczych — nie powinny ich dostać.
Lista zarzutów? Długa. Aż 26 przestępstw.
Według prokuratorów były minister miał wydawać podwładnym polecenia łamania prawa, ingerować w oferty konkursowe i wykorzystywać swoje stanowisko do prywatnych lub partyjnych celów.
Sąd w listopadzie uznał, że istnieje realne ryzyko ucieczki, ukrywania się oraz mataczenia — stąd wniosek o areszt tymczasowy.
Czy list gończy to naturalna konsekwencja? Dla prokuratury — tak. Dla obrońców Ziobry — absolutnie nie.
Państwo prawa czy państwo emocji?
Na ulicach Warszawy temat dzieli ludzi jak mało który.
Pod Pałacem Kultury spotkaliśmy młodego studenta prawa.
„Jeśli ktoś ma zarzuty, powinien stanąć przed sądem. Tyle. Bez kombinowania” — mówił zdecydowanie.
Kilka metrów dalej starszy pan machał gazetą: „To polowanie polityczne! Wstyd!”
W Sejmie również wrze. Politycy obozu rządzącego mówią o „konieczności rozliczeń”. Opozycja krzyczy o „państwie represji”.
A gdzieś pomiędzy tym wszystkim jest sam Ziobro — poza granicami kraju, ale wciąż w centrum burzy.
List gończy — narzędzie prawa czy narzędzie wizerunku?
Formalnie list gończy ma pomóc w odnalezieniu podejrzanego. Ale czy w tym przypadku naprawdę o to chodzi?
Wizerunek Ziobry zna pół Polski. Jego lokalizacja jest jawna. Nie ma tu żadnej tajemnicy. Dlatego krytycy mówią wprost: to nie jest procedura, to polityczny gest.
Ekspert od prawa karnego, prof. Anna Malinowska, powiedziała nam:
„List gończy w tej sprawie ma przede wszystkim wymiar symboliczny. Pokazuje determinację państwa, ale też niesie ryzyko eskalacji konfliktu politycznego”.
Co dalej?
Scenariuszy jest kilka.
Ziobro może dalej pozostawać na Węgrzech, licząc na ochronę Orbána. Może próbować walczyć prawnie z decyzjami polskich sądów na arenie międzynarodowej. Może też — choć dziś wydaje się to mało prawdopodobne — zdecydować się na powrót i konfrontację z prokuraturą.
Jedno jest pewne: ta sprawa jeszcze długo nie ucichnie.
List gończy nie zamyka rozdziału. On dopiero go otwiera.
Na koniec — pytanie do Ciebie
Czy to odważne egzekwowanie prawa wobec potężnego polityka? Czy raczej niebezpieczna gra, w której wymiar sprawiedliwości staje się bronią polityczną?
A Ty co o tym myślisz — pościg czy spektakl?

Cześć! Nazywam się Robert Żyła i jestem dziennikarzem w RelNews. Na co dzień zajmuję się tworzeniem treści, które pomagają czytelnikom lepiej zrozumieć otaczający nas świat — od aktualnych wydarzeń społecznych po inspirujące historie ludzi z pasją .
W pracy stawiam na rzetelność, klarowność i nowoczesne podejście do informacji. Lubię łączyć klasyczny styl dziennikarski z nowymi formami przekazu — czy to w reportażu, wywiadzie czy analizie.
Najbardziej cenię sobie moment, gdy dobrze zadane pytanie prowadzi do szczerej, poruszającej odpowiedzi. Poza redakcją interesuję się fotografią, mediami cyfrowymi i podróżami — bo wierzę, że każdy nowy kadr i każda rozmowa uczą mnie czegoś o świecie i o sobie..
