Źródło: Pawel Wodzynski / East News
Polityka, wojna i ciężar odpowiedzialności. Donald Tusk zapowiedział wizytę w Kijowie – i zabrzmiało to jak coś więcej niż dyplomatyczny gest. W tle – miasto pogrążone w mroku, puste wyrzutnie Patriot i setki dronów krążących nad Ukrainą. Czy to początek nowego rozdziału polsko-ukraińskiej solidarności?
Zaproszenie, które waży tonę
Poniedziałkowy wieczór. Media huczą, telefony w redakcjach dzwonią bez przerwy. Na X pojawia się krótki wpis premiera Donalda Tuska – ale brzmi jak alarm.
„Na zaproszenie Wołodymyra Zełenskiego w najbliższych dniach będę w Kijowie. W tym dramatycznym czasie Ukraina nie może pozostać sama” – napisał szef polskiego rządu.
Niby zwykła informacja. A jednak – poczuć można było napięcie. Jakby między słowami kryło się: teraz albo nigdy.
Jedna z komentujących internautek napisała pod postem:
„Mam dreszcze. Oby to była realna pomoc, nie tylko zdjęcia do albumu”.
Trudno się z nią nie zgodzić. Bo Ukraina dziś to nie tylko mapa na ekranie – to realne miasto, realni ludzie i realny strach.
Kijów w ciemności. A nad głowami – drony
Sytuacja nad Dnieprem wygląda coraz bardziej dramatycznie. Ukraińskie siły powietrzne biją na alarm: brakuje pocisków do systemów Patriot. A to właśnie one są jedyną skuteczną tarczą przeciwko rosyjskim rakietom balistycznym.
Jak mówi rzecznik sił powietrznych Jurij Ihnat, nawet najlepsza obrona nie daje pełnego bezpieczeństwa.
80 proc. zestrzeleń? Brzmi świetnie. Tyle że pozostałe 20 proc. i tak uderza w elektrownie, szpitale, bloki mieszkalne.
Czyli co? Nawet wygrana bitwa w powietrzu oznacza klęskę na ziemi.
Ihnat przyznał wprost, że rosyjskie rakiety są teraz trudniejsze do przechwycenia – szybciej manewrują, jest ich więcej, a część systemów Patriot stoi… pusta. Bez amunicji. Jak tarcza bez miecza.
A do tego jeszcze „Shahedy” – irańskie drony kamikadze. Latają setkami, brzęczą nad miastami jak złowrogi rój. Część z nich ma zabezpieczenia przed zagłuszaniem. Czyli nawet elektronika zaczyna przegrywać z wojną.
Źródło: YouTube / @AP Archive
Miasto bez ciepła. Ludzie bez złudzeń
W Kijowie ponad 200 bloków wciąż nie ma ogrzewania. Zimą. W środku bombardowań.
Mieszkańcy stoją w kolejkach po wodę, ładują telefony przy generatorach, a dzieci odrabiają lekcje przy świeczkach. Brzmi jak reportaż sprzed dekad? Niestety – to dziś.
Wołodymyr Zełenski mówi o „energetycznym zawieszeniu broni”, które w każdej chwili może się skończyć. Amerykański prezydent miał poprosić Putina o tydzień bez ataków na infrastrukturę. Tydzień.
Czy to rozejm… czy tylko przerwa między ciosami?
Starszy mieszkaniec Kijowa, pan Ołeksandr, powiedział reporterom:
„Nie boimy się ciemności. Boimy się, że świat się do niej przyzwyczai”.
Mocne. I bolesne.

Źródło: abcnews.go.com
Po co Tusk jedzie do Kijowa?
Oficjalnie – rozmowy. Dyplomacja. Wsparcie.
Nieoficjalnie? Wszyscy zadają to samo pytanie: czy Polska może zrobić więcej?
Ekspert ds. bezpieczeństwa, prof. Marta Kosińska, ocenia:
„Ta wizyta ma znaczenie symboliczne, ale też praktyczne. Może przyspieszyć decyzje o dostawach sprzętu, amunicji i koordynacji obrony powietrznej”.
Ale symbole też się liczą. Szczególnie, gdy nad miastem wyją syreny.
Tusk jadący do Kijowa to sygnał: nie zostawimy was.
Ale czy to wystarczy wobec rosyjskich rakiet?
Europa patrzy. Świat się waha
Z jednej strony – deklaracje wsparcia. Z drugiej – zmęczenie wojną, kryzysy, wybory, polityczne kalkulacje.
Czy Zachód znów obudzi się za późno?
Czy Ukraina stanie się kolejną „odległą tragedią”, o której zapominamy przy porannej kawie?
W poniedziałek w jednej z warszawskich kawiarni młoda studentka powiedziała reporterowi:
„Mam wrażenie, że Europa śpi, a Ukraina płonie”.
Trudno się z tym nie zgodzić.
Wizyta, która może zmienić narrację
Jeśli Tusk wróci z Kijowa z konkretnymi ustaleniami – nową pomocą wojskową, energetyczną, humanitarną – będzie to przełom.
Jeśli wróci tylko z uściskami dłoni i zdjęciami… Ukraina znów zostanie sama ze swoim mrokiem.
Jedno jest pewne: ta podróż nie będzie zwykłą dyplomatyczną wizytą. To podróż do serca wojny.
I co dalej?
Drony wciąż będą latać. Rakiety wciąż będą spadać. A Kijów będzie czekał – na światło, ciepło i realne wsparcie.
Tusk jedzie tam nie jako turysta. Jedzie jako polityk, który stanie twarzą w twarz z wojną.
Czy wróci z odpowiedziami? Czy tylko z pytaniami?
A Ty co o tym myślisz – symboliczna wizyta czy realny punkt zwrotny?

Cześć! Nazywam się Robert Żyła i jestem dziennikarzem w RelNews. Na co dzień zajmuję się tworzeniem treści, które pomagają czytelnikom lepiej zrozumieć otaczający nas świat — od aktualnych wydarzeń społecznych po inspirujące historie ludzi z pasją .
W pracy stawiam na rzetelność, klarowność i nowoczesne podejście do informacji. Lubię łączyć klasyczny styl dziennikarski z nowymi formami przekazu — czy to w reportażu, wywiadzie czy analizie.
Najbardziej cenię sobie moment, gdy dobrze zadane pytanie prowadzi do szczerej, poruszającej odpowiedzi. Poza redakcją interesuję się fotografią, mediami cyfrowymi i podróżami — bo wierzę, że każdy nowy kadr i każda rozmowa uczą mnie czegoś o świecie i o sobie..
