Leki na wagę życia. Kulisy tragedii na oddziale psychiatrycznym wychodzą na jaw

Szpital Nowowiejska

Źródło: szpitalnowowiejski.pl

Noc, która nie miała prawa się wydarzyć

To miała być zwykła noc na oddziale psychiatrycznym Szpitala Nowowiejskiego w Warszawie. Dyżur jak każdy inny. Cisza przerywana rozmowami pacjentów. Rutyna, która miała dawać poczucie bezpieczeństwa. Zamiast tego przyszła tragedia.

W kwietniu ubiegłego roku pięcioro pacjentów zażyło środki odurzające. Jedna osoba nie przeżyła. Zmarł Maciej Bubel — syn znanego polityka, byłego posła i kandydata na prezydenta. Informację jako pierwszy podał „Fakt”.

Nikt nie spodziewał się takiego finału. Ani personel, ani pacjenci, ani rodzina.

„Najpierw były śmiechy, potem chaos. A chwilę później już wszyscy wiedzieli, że stało się coś bardzo złego” — relacjonuje osoba, która tamtej nocy przebywała na oddziale.

Leki jak fast food? Nowe ustalenia szokują

Z czasem okazało się, że to nie był odosobniony incydent. Wręcz przeciwnie. Z ustaleń Wirtualnej Polski wynika, że pacjenci mieli niemal swobodny dostęp do leków o działaniu odurzającym — i to bez wiedzy personelu.

Jak to możliwe? Właśnie ten szczegół wywołuje największe emocje.

Tego dnia środki miał wnieść na oddział… taksówkarz. Za 50 zł. Jedna z pacjentek wcześniej otrzymała e-receptę, i to bez przeprowadzenia wywiadu lekarskiego. Kilka kliknięć, krótki kurs przez miasto i substancje trafiają tam, gdzie nigdy nie powinny się znaleźć.

„System jest dziurawy jak sito” — mówi jeden z lekarzy psychiatrii z Mazowsza. — „Problem polega na tym, że nie dotyczy tylko jednego szpitala”.

„Impreza” na oddziale. Słowo, które boli najbardziej

Wewnętrznie mówiono o „imprezie”. Tak określano to, co wydarzyło się tej nocy. Dla bliskich Macieja to określenie brzmi jednak jak policzek.

Pięć osób zażyło substancje. Jedna zmarła. Pozostali ponieśli poważne konsekwencje zdrowotne. Tymczasem prokuratura prowadzi postępowanie przygotowawcze wobec dwóch osób podejrzanych o udzielanie lub ułatwianie dostępu do środków odurzających.

Jednocześnie śledczy sprawdzają, czy personel szpitala nie naraził Macieja na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu.

I właśnie tu pojawia się kolejny, wyjątkowo niepokojący wątek.

Źródło: pl.wikimedia.org

Posprzątane przed policją?

Jak przekazała policja, personel — mimo próśb funkcjonariuszy — posprzątał szafkę należącą do zmarłego pacjenta. Rzeczy Macieja zniknęły, zanim mogły zostać zabezpieczone jako potencjalne dowody.

Szpital stanowczo odpiera zarzuty. W oświadczeniu podkreślono, że „nie stwierdzono żadnych zaniechań”, a problem zażywania substancji psychoaktywnych ma charakter znacznie szerszy i dotyczy także szkół czy innych placówek opiekuńczych.

Tyle że takie tłumaczenia nie wszystkich przekonują.

„Jeżeli to problem systemowy, to znaczy, że system właśnie zawiódł” — komentuje ekspert ds. bezpieczeństwa pacjentów.

Lekarze bezradni. „Nie mamy narzędzi”

Rozmowy Wirtualnej Polski z lekarzami z Łodzi, Drewnicy i okolic Warszawy pokazują ponury obraz codzienności. Pacjenci coraz sprytniejsi, dostęp do e-recept coraz łatwiejszy, a personel związany procedurami.

„Możemy reagować, możemy ostrzegać, ale jeśli ktoś wnosi substancje z zewnątrz, nasze możliwości kończą się bardzo szybko” — przyznaje jeden z psychiatrów.

Pewną nadzieję daje zapowiadana nowelizacja ustawy o ochronie zdrowia psychicznego. Problem w tym, że prawo nie cofnie czasu. Macieja już nie uratuje.

Źródło: witsarut sakorn / Shutterstock

Ojciec nie odpuszcza

Leszek Bubel oficjalnie potwierdził śmierć syna i zapowiedział złożenie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. W jego słowach — jak relacjonują osoby z otoczenia — słychać ból, ale też determinację.

Bo jak pogodzić się z myślą, że ktoś umiera w miejscu, które miało go chronić?

Pytania, które zostają na długo

Czy oddziały psychiatryczne są dziś bezpieczne?
Czy system e-recept wymknął się spod kontroli?
I wreszcie — czy naprawdę „nie da się nic zrobić”?

Ta historia nie dotyczy tylko jednego nazwiska. To opowieść o lukach w systemie i o cenie, jaką czasem płacą najsłabsi.

A Ty co o tym myślisz? Czy państwo powinno wreszcie zareagować, zanim dojdzie do kolejnej tragedii?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *