Trump wraca do gry. I gra ostro

Donald Trump

Źródło: Samuel Corum / Stringer / Getty Images

Najpierw był szok. Potem niedowierzanie. A dziś? Dziś coraz częściej słychać wzruszenie ramion. Bo po pierwszym roku drugiej kadencji Donalda Trumpa jedno jest już jasne: to nie są przypadkowe wypowiedzi ani chwilowe emocje. To jest plan. Co więcej, to jest konsekwentnie realizowana wizja świata, w której nie ma miejsca na sentymenty, a już na pewno nie na słabość.

Jeśli więc ktoś jeszcze zastanawia się, jak przewidywać ruchy Trumpa, odpowiedź jest banalnie prosta. Po pierwsze — czytać jego wpisy w należącym do niego serwisie społecznościowym. Po drugie — słuchać jego ludzi. Bo chociaż często mówią chaotycznie, to jednak zawsze w tym samym tonie. Tonie groźby. Tonie siły. Tonie cesarskim.

I właśnie dlatego coraz trudniej uciec od porównań do imperiów z przeszłości.

Najpierw strach, potem rozmowa

Z dnia na dzień wypowiedzi współpracowników Trumpa stają się ostrzejsze. Co więcej, są coraz mniej dyplomatyczne, a coraz bardziej bezpośrednie. Nie chodzi już o sugestie. Chodzi o komunikaty. Proste. Brutalne. Skuteczne.

Przekaz jest jasny: jeśli jesteś słabszy od Stanów Zjednoczonych, musisz się liczyć z tym, że Ameryka może czegoś od ciebie zażądać. Wyspy. Portu. Bazy wojskowej. A jeśli się nie zgodzisz — konsekwencje przyjdą szybko.

Kilka dni temu jeden z kluczowych ludzi administracji USA powiedział w telewizji coś, co jeszcze niedawno byłoby nie do pomyślenia. Streszczając jego wypowiedź w jednym zdaniu: mocarstwa nuklearne mogą spać spokojnie, reszta świata już niekoniecznie. I właśnie dlatego coraz więcej państw zaczyna zadawać sobie pytanie, które jeszcze dekadę temu brzmiałoby jak political fiction: czy bez broni atomowej da się dziś czuć bezpiecznie?

Grenlandia jako test lojalności

I tu pojawia się Grenlandia. Temat, który wraca jak bumerang. Z jednej strony brzmi absurdalnie. Z drugiej — przestaje taki być, gdy słyszy się, kto i w jaki sposób o nim mówi.

Ted Cruz, senator, który w 2016 roku był jednym z najostrzejszych krytyków Trumpa, dziś nie tylko go broni. On go wychwala. Co więcej, w wywiadzie dla Fox News stwierdził wprost, że zdobycie Grenlandii leży w nadrzędnym interesie narodowym USA. I powiedział to spokojnie. Bez wahania. Jakby mówił o budowie autostrady.

Publiczność zamarła. Bo jeszcze kilka lat temu ten sam Cruz nazywał Trumpa „patologicznym kłamcą”, „narcyzem” i „człowiekiem niegodnym urzędu”. Ich konflikt był tak ostry, że na konwencji Republikanów w 2016 roku Cruz odmówił udzielenia poparcia partyjnemu kandydatowi. Dziś? Dziś wykonuje polityczny potrójny axel, za który dostałby złoto na olimpiadzie.

Dlaczego? Bo w Partii Republikańskiej obowiązuje nowa zasada: albo jesteś z Trumpem, albo cię nie ma.

Źródło: X / @CzarneNieboNEWS

America First, czyli Pax Americana

Trump od lat powtarza hasło „pokój przez siłę”. I choć brzmi ono jak slogan z kampanii wyborczej, to ma bardzo konkretne historyczne odniesienia. Cesarstwo Rzymskie działało dokładnie tak samo. Najpierw demonstracja potęgi. Potem stabilizacja. Pax Romana nie był efektem dialogu, tylko strachu.

Rzymianie rozumieli jedno: pokój trzeba wymusić. Dlatego granice obsadzano legionami. Dlatego bunty tłumiono brutalnie. Dlatego urządzano triumfy, egzekucje i widowiska. Komunikat był prosty: sprzeciw kosztuje więcej niż posłuszeństwo.

Trump również rozumie wagę spektaklu. Caracas. Publiczne besztanie sojuszników. Groźby rzucane w świetle kamer. To nie są przypadki. To sygnały. A Grenlandia może być kolejnym widowiskiem.

NATO jako zbędny balast?

Najbardziej niepokojące jest jednak to, że w tej wizji świata sojusze są tylko narzędziem. NATO ma sens, dopóki jest użyteczne. Jeśli przestaje być — można je poświęcić. Tak właśnie myśli dziś coraz więcej ludzi w otoczeniu Trumpa.

Dla kogo to dobra wiadomość? Dla Władimira Putina. Rozbicie NATO od lat jest jednym z głównych celów Kremla. Do tej pory Moskwa musiała liczyć na szpiegów, propagandę i polityczne podziały. Teraz może liczyć na coś znacznie potężniejszego: chaos generowany w Waszyngtonie.

Źródło: portalmorski.pl

A to dopiero początek

Lista potencjalnych punktów zapalnych rośnie. Kanał Panamski. Diego Garcia. Ramstein. Miejsca strategiczne. Kluczowe dla projekcji siły. Idealne do testowania nowej polityki strachu.

I dlatego warto zadać sobie jedno pytanie. Czy świat naprawdę jest gotowy na powrót logiki imperiów? Czy Europa potrafi powiedzieć „nie”? Czy sojusznicy znajdą w sobie odwagę, by się postawić?

A może wszyscy uznają, że lepiej się nie wychylać. Bo cesarz nie lubi sprzeciwu.

A Ty?
Wierzysz, że to tylko polityczny teatr?
Czy raczej początek nowego, znacznie bardziej brutalnego porządku świata?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *